Tam gdzie kończy się światło, zaczyna się teatr

 

W listopadzie roku 2017 odwiedziłem nietypowe wydarzenie jakie miało miejsce w Sydney. Séance, czyli Theatre in Complete Darkness, a po Polsku teatr w kompletnych ciemnościach – i dosłownie tak jest. Piszę notkę odnośnie tego wydarzenia kilka miesięcy po, ale emocje nadal nie opadły. Czegoś tak niezwykle dziwnego nie doświadczyłem nigdy i nie zdarzyło się to już później. Czym jest teatr bez świateł? Maszynką do generowania ludzi obłąkanych, coś co przerabia mózg na papkę, ale przede wszystkim wwierca w mózg słuchacza (nie widza) takie stany jak: niepokój, dezorientacja, poczucie izolacji.

 

Teatr Schrödingera

Scenografia jest uboga i bardzo bogata jednocześnie. Jest i jej nie ma. Zapytanie „jak to możliwe?”. Wyobraźnia to scena i od nas zależy jak będzie wyglądać otoczenie. Wszystko zaczyna się niepozornie. Ot na środku placyku pośród starych domków w dzielnicy The Rocks stoi sobie biały zwykły kontener. Przed tym magicznym pudełkiem ustawione są bramki i nie wielka kolejka. Punkt 9:30 rano obsługa otwiera drzwi i do środka wchodzi grupa około 10 osób. Na ścianach ustawione są krzesła, za nimi wiszą słuchawki a między tym wszystkim ciągnie się długi drewniany stół. Siadamy. Pięć osób z jednej strony, pięć z drugiej. Ostatnie fotony wpadają do środka nim drzwi zamkną się na około 20 minut seansu. W totalnej ciemności rozbrzmiewa kobiecy głos, który prosi aby założyć słuchawki. Ciemność staje się niemal płynna, namacalna. W to wszystko wmieszany jest zapach jaki możemy poczuć w starym domu z ciekawą historią.

I oto zaczyna się seans. W słuchawkach rozbrzmiewa głos…

Fabuła nie jest skomplikowana. Oto do starego domu w którym siedzę ja i cała reszta ludzi, przychodzi medium. Okazuje się, że bierzemy udział w seansie spirytystycznym. Medium chodzi po stole, szepcze coś do ucha, pyta wybranych ludzi o zdanie. W tym wszystkim zaciera się granica między fikcją a rzeczywistością. Po połowie seansu nie byłem w stanie stwierdzić czy osoba która siedzi gdzieś po drugiej stronie pokoju to ta sama co weszła ze mną do tego pomieszczenia, czy może jest to głos na nagraniu. Kroki na stole – te spokojne jak i nerwowe – powodowały, że mimowolnie odrywałem od niego dłonie bojąc się że ktoś je nadepnie. Wszystko kończy się spektakularnie, ponieważ do efektów słuchowych dochodzą w kilku momentach efekty motoryczne, co wzmaga jeszcze bardziej klimat.

 

Tylko dla ludzi z wyobraźnią

Dla kogoś obdarzonego wyobraźnią jest to jazda bez trzymanki na najwyższym poziomie, doznanie niesamowite i ciekawsze od na przykład filmu. Ludzie wrażliwi mogą nie dotrwać do końca i to jest fakt, ponieważ pani z obsługi – z którą zamieniłem kilka zdań po seansie – mówił mi, że zdarzają się ludzie nie wytrzymujący napięcia.

Nigdy nie myślałem, że odpowiedni klimat i pomysłowe nagrania zrobi mi z mózgu sieczkę. Nigdy nie czułem się tak zagubiony i nie znałem swoich wszystkich zachowań. Zwykle staram się brać rzeczywistość taką jaka jest i nie szukać drugiego dna. W tym przypadku świetnie nagrany dźwięk mi to uniemożliwiał.

Fonia zrealizowana jest na najwyższym poziomie. Dźwięk przestrzenny, którego przykłady można znaleźć na YT, jest nagrany bezbłędnie z zadbaniem o każdy najmniejszy detal. Nie wiem do końca czy to zasługa inżynierii dźwięku czy po prostu dobrych słuchawek, ale dzięki temu po usłyszeniu kilku pierwszych sekund, z mojej głowy wyparował barak i ściany z dwoma rzędami krzeseł, a pojawił się stary dom w którym siedzą ludzie dookoła jakiegoś stołu.

Cóż, przeżycie było niesamowite i gdybym tylko mógł to chętnie spróbowałbym jeszcze raz. Jeśli będziecie mieli okazję uczestniczyć w czymś podobnym, to nawet się nie zastanawiajcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *