Tu gdzie kangur mówi dobranoc

 

Jak to jest z tymi pająkami?
Zrobię to raz na zawszę i rozprawię się tutaj z mitem jakoby wszystko w Australii chciało nas zjeść. Są tu oczywiście jadowite pająki czy węże, ale trzeba mieć niebywałe szczęście albo być po prostu głupim żeby dać się temu ukąsić. Najpopularniejszym pająkiem siejącym postrach w Sydney jest Red Back

Jest to ta sama rodzina co czarna wdowa. Tenże mały dziad, wielkości około 1cm potrafi polować nawet na małe jaszczurki. Nie tworzy jakiś efektownych sieci i zwykle chowa się w trudno dostępnych miejscach. W ciągu 3 lat sam widziałem kilka z nich, a podczas pewnego kontraktu na basenie publicznym pod ławkami znalazłem ich kilka tuzinów (dziwne, ale chyba nikt dawno nie przeprowadzał dezynfekcji)… Ale nie ma się czego bać, ponieważ:

a) pająk ten nie zabił nikogo od połowy lat 50-tych,
b) nawet jak ugryzie to będzie baaardzo bolało, ale jeśli jesteśmy w sile wieku i rozsądnie zareagujemy, będzie ok.

Zagrożenie dotyczy głównie osób starszych czy dzieci z racji słabszych czy też mniejszych organizmów. Jad można na szczęście zneutralizować w każdej placówce medycznej, a w mniejszych miejscowościach gdzie nie ma szpitali, wszelkie medykamenty dostaniemy w jakimś oficjalnym urzędzie (np. komisariat).

Gad złapany w sieć Red Backa

Sydney jest świetnie przygotowane na takie sytuacje, więc nawet jak kogoś dopadnie to zawsze ma bardzo duże szanse na ujście bez szwanku po ataku takiego pająka. Jako ciekawostkę dodam, że właśnie ten pająk ukąsił dwa razy w ciągu roku jednego Australijczyka. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że oba ataki pająk przypuścił na przyrodzenie nieszczęśnika (wtf?).

Jeśli już jesteśmy przy temacie pająków to wskakujemy teraz do tunelu najbardziej jadowitego chama na świecie czyli Funnel-web lub Atrax. W Sydney istnieje nawet inny gatunek, który nazywa się Sydney funnel-web, ponieważ można go spotkać tylko w tym mieście i jego okolicy. Pająk ten buduje sobie charakterystyczne sieci w kształcie tuneli, głównie gdzieś w krzaczkach i czeka na swoje ofiary. Jeśli trafi się człowiek to też go ugryzie, bo te stworzenia są agresywne z natury. Szczęście dopisze ofierze jeśli trafi na samice ponieważ nie jest aż tak jadowita jak samiec. Ten natomiast może w ramach ataku przebić swoimi „kłami” paznokieć, tak więc lepiej na nie uważać. W latach 80-tych wynaleziono antidotum dzięki któremu już nie ma ofiar śmiertelnych po ukąszenie.

Jeśli chodzi o Sydney to mamy tu tylko te dwa „bardzo” groźne pająki, reszta wygląda strasznie albo gryzie ale nie jest w stanie zagrozić życiu w jakikolwiek sposób. Ot na przykład taki

Huntsman – jest to mój ulubiony pająk i jak tylko mi wejdzie do pokoju to się z nim zaprzyjaźniam. Wszystko w ramach wymiany barterowej – on nie płaci czynszu za mieszkanie u mnie, a ja mam spokój od komarów, much i karaluchów jak się jakiś zapląta. Pająk ten jest duży – może mieć nawet 15cm, szybki – bardzo trudno go złapać i do tego śmiesznie galopuje. Może ugryźć jak coś mu się nie spodoba, ale zwykle ucieka przed ludźmi i stara się nie pokazywać. Ugryzienie powoduje co najwyżej ból głowy lub nudności i lekkie zaczerwienienie w miejscu ukłucia.

Ciekawym pająkiem jest też White-tailed spider. Kiedyś spotkałem starszego Australijczyk, który przy zmianie obuwia na inne zaglądał do środka jakby czegoś szukał. Zapytałem go o to co robi i okazało się że sprawdza czy nie ma w środku pająka. Nie każdy Aussie ma taki nawyk, bo szansa że akurat będziemy mieli gościa w bucie nie jest tak duża. Mimo to, zdarza się że pająk kogoś ugryzie co nie jest przyjemne (co najwyżej ofiara będzie miała sporą ranę w miejscu gdzie pająk zanurzył swoje kły). To właśnie White-tailed spider jest najczęściej nieproszonym rezydentem naszego obuwia.

Huntsman, który miał domek nad moim łóżkiem 🙂

No dobra, wymieniłem tylko kilka pająków, a gdzie opisy reszty 10 000? W Sydney pracując na budowie mam często styczność z miejscami, które pająki i inne owady uważają za swoisty raj. Oprócz tych wymienionych wyżej spotykam często inne pająki, które nie są jadowite. Żyją tu też popularne w Polsce kątniki. W wolnej chwili często jeżdżę w busz, góry czy parki narodowe i tam sobie chodzę ścieżkami oficjalnymi lub nie i tylko raz wpadłem w gniazdo jakiś pajączków (nie groźne), więc nie jest tak źle. Jeśli poruszamy się wyznaczonymi ścieżkami to zobaczenie pająka w buszu graniczy z cudem.

Dla ludzi, którzy kochają owady, gorąco polecam wybrać się na północ Australii. Nie trzeba jechać daleko, bo ja zobaczyłem ich nocne życie rok temu na granicy NSW i Queensland w małej miejscowości Hebel. Siedząc wieczorem przed „hotelem” na betonie pod naszymi stopami pojawiły się setki owadów: żuki, mrówki, muchy, pająki, jakieś karaluchy czy inne dziwadła. Cała scena wyglądała jakby nagle jakieś wielkie miasto ożyło i wszystkie owady goniły do roboty (pająk nawet kierował ruchem bo podnosił odnóża do góry xD). Tak więc, im dalej na północ tym więcej robactwa spotkamy im dalej na południe tym mniej tego będzie.

Z mojego doświadczenia wynika, że przylatując do Sydney nie ma co się bać pająków. Nie ma ich tu tak dużo jak to można usłyszeć z legend – ma to też potwierdzenie w tym jak odbierają Sydney przyjezdni i kiedy ich pytam co myślą, zwykle pada odpowiedź że spodziewali się więcej pająków.

 

Gad zaliczany do Waranów – można je spotkać w okolicy Sydney. Płochliwe.

Gady
Chyba najniebezpieczniejszym będzie krokodyl, który w Sydney nie występuje ale za to natkniemy się na niego w północnych rejonach Australii. Dużo filmików czy doniesień o niezwykłych spotkaniach z tym potworem pochodzi z miasta Darwin i okolic, które jest na samej górze kontynentu. Oczywiście to tu żyje największy i najniebezpieczniejszy z nich czyli Krokodyl Różańcowy, jego rozmiary dochodzą do 5 metrów i mogą ważyć prawie 1000kg, więc jest się czego bać. Jako ciekawostkę historyczną mogę podać, że gady te przyczyniły się do kapitulacji wojsk Japońskich w Birmie podczas ofensywy Aliantów. Japończycy zostali zepchnięci ze swojego posterunku w stronę podmokłych terenów, bronili się tam przez około trzy tygodnie. Widocznie gadom się to nie spodobało, bo zaatakowały nic nie spodziewających się skośnookich, przy życiu pozostawiając kilku z nich.

A co z wężami? Mają się świetnie, a szczególnie Brown Snake, czyli jeden z tych jadowitych. Generalnie z wężami jest tak jak wszędzie – siedzą zwykle w wysokiej trawie lub z dala od siedlisk ludzkich (w górach obok Sydney jest ich trochę więcej). Żeby nie ukąsił wystarczy zakładać wysokie buty i długie spodnie idąc w busz czy chodząc gdzieś po outbacku. Wiem, że może to być trudne biorąc pod uwagę temperatury jakie tu panują, ale chyba lepiej żyć, prawda? Jeśli już taki nas ukąsi, należy zatrzymać rozprzestrzenianie się jadu poprzez uciskanie miejsca nad ukąszeniem i ograniczenie ruchów. Szybka pomoc i podanie odpowiednich środków uratuje nam życie. Co w przypadku kiedy nie ma np. zasięgu w telefonie i nie mamy jak zadzwonić po służby medyczne?

Cóż, w niektórych miejscach można wypożyczyć lokalizatory GPS, które w razie czego pozwolą na szybką reakcje służb ratunkowych. Takie cudo mają na komisariacie lub szpitalu w każdym większym mieście (najlepiej sprawdzić wcześniej na stronie internetowej danego miasta lub zadzwonić na komisariat i zapytać). Jeśli nie mamy takiego urządzenia, jesteśmy z dala od cywilizacji to pozostaje nam tylko ułożyć się wygodnie i czekać na koniec. I to nie jest żart, bo jest wiele przypadków kiedy ludzie wychodzą na wyprawę z której nie wracają.

Zdradnica śmiercionośna to jeden z najbardziej jadowitych węży na świecie, jego jad zabija w ciągu 6 godzin, więc dużo czasu nie ma na reakcje. Gatunek jest zagrożony wyginięciem, więc też nie łatwo tego dziada spotkać, ale lepiej uważać.

Reszta gadów jaka występuje w okolicy Sydney nie jest jadowita lub nie zagraża życiu człowieka. Spotkamy tu małe jaszczurki, po większe gekony aż po Blue Tongued Lizardy i Warany. Blue Tongued to ciekawy zwierzak, którego miałem okazję złapać będąc na farmie. To co ją charakteryzuje to niebieski język, który wystawia co jakiś czas tak jak wąż.

Mini-pajączek, kiedy widzi człowieka śmiesznie macha przednimi odnóżami (。◕‿‿◕。)

Warany które można spotkać najczęściej w buszu nie stanowią jako takiego zagrożenia dla ludzi. W sensie, są duże i mogą podrapać czy zaatakować jak się zdenerwują, ale zwykle uciekają.

Podsumowując, w Sydney nie spotkamy prawie żadnego z w/w gadów (oprócz małych jaszczurek). W mniejszych miejscowościach czy też w buszu już szansa na to rośnie. Im dalej na północ Australii tym więcej niebezpiecznych i jadowitych węży i krokodyli (te są już na samym północnym wybrzeżu).

 

Morskie potwory
Dużo się słyszy o atakach rekinów na surferów w Australii. To jest prawda, bo rocznie jest kilka takich przypadków kiedy to rekin podpływa blisko plaż i atakuje ludzi (ostatnio jednak rekina pokonał dziadek, który pływał w oceanie i mu przywalił z kopa w mordkę kilka razy, aż ten zrezygnował i odpłynął :D). Rekiny są niebezpiecznie i zwykle ze spotkania z takim wychodzi się bez ręki lub nogi. Jak jednak zrobić, żeby nie zostać zjedzonym? Najlepiej pływać czy surfować na plażach miejskich albo strzeżonych. W Sydney plaże są monitorowane na każdy możliwy sposób i jeśli rekin pojawi się w okolicy to wszyscy wychodzą z wody słysząc alarm.

Oprócz rekinów w wodzie żyje meduza zwana Osą morską. Występuje zwykle na północnym wybrzeżu Australii. Zwierzątko to jest niezwykle niebezpieczne, jego jad może uśmiercić dorosłą osobę już w kilka minut. Do tego jest małe i – jak to meduza – przeźroczyste, więc można jej nawet nie zauważyć. W Australii na strzeżonych plażach montowane są siatki przeciw meduzom. Nie zawsze jednak są one na tyle szczelne, żeby zatrzymać każdą z nich.

Z moich obserwacji wynika, że więcej niebezpiecznych morskich stworzeń spotkamy na przykład na Filipinach, gdzie oprócz Os morskich mamy też różne węże morskie, ślimaki i ryby co lubią ludzi podgryzać. W Australii, a szczególnie w Sydney w wodach oprócz rekinów jest bardzo mało stworzeń które mogą zagrażać życiu.

 

Modliszka – jeden z tych owadów, które lubią być fotografowane 🙂

Kangury i przyjaciele 😉
Przejdźmy teraz do zwierząt o nieco większych gabarytach niż pająk. Kangur to najbardziej charakterystyczne zwierzątko Australijskie. Wpisał się on w pop-kulturę i każdy kto pomyśli o Australii od razu ma przed oczami właśnie kangura (ewentualnie koalę). Kangura w Australii nie problem spotkać, wystarczy pojechać za miasto na otwarte tereny i będzie ich tam setki. W Sydney są kangurze sanktuaria, gdzie zbiera się porzucone zwierzaki lub te które straciły matki i zapewnia im należyte warunki. Dzięki temu, w takich miejscach kangury są bardzo przyjaźnie nastawione do ludzi. W dziczy są płochliwe ale jednocześnie głupie (na przykład strzał z karabinku nie zawsze je spłoszy, ale już szelest liści pod nogami tak).

Zagrożenie jakie ze sobą niosą jest nie wielkie. Jeśli mamy pecha można zarobić od kangura w twarz i dostać kopniaka, co nie jest szczególnie przyjemne. Najgorzej jest jednak kiedy podróżuje się samochodem nocą, ponieważ wtedy zwierzaki te potrafią wyjść na środek ulicy i patrzeć w światło które się zbliża w ich kierunku. Jednym ze środków zapobiegawczych na zniszczenia w samochodzie jest montowanie tzw. bull-bars, czyli dodatkowego zderzaka, który ma powodować, że kangur zatrzyma się na nim, a jego truchło zostanie zepchnięte na bok nie powodując w samochodzie żadnych szkód. Jazda samochodem bez bull-bara, poza miastem to tak naprawdę proszenie się o kłopoty.

Jeśli ktoś oglądał film Wolf Creek 2 to była tam taka scena z ciężarówką, która rozjeżdża kangury – jest w tym trochę prawdy 😉

Jaszczurka, która postanowiła zwiedzić wnętrze pralki… na szczęście w porę ją zauważyłem 🙂

Kazuary – podobne do strusi „dinozaury”. Miałem okazje widzieć je w zoo i nie chciałbym spotkać takiego w terenie. Potężny dziób i spojrzenie jakbym spalił im gniazdo, nie mam pojęcia czy są bardzo agresywne, ale wydaje mi się że spotkanie na outbacku skończyłoby się dla mnie źle. Na szczęście okolice Sydney są mało interesujące dla tych wielkich ptaków.

Wombaty i Oposy – ot śmieszne małe zwierzaki, spotkamy je w okolicach Sydney, z czego oposy mieszkają także w samym mieście. Nie są groźne, ale upierdliwe. Wombaty bardzo denerwują farmerów, ponieważ kopią dość rozległe nory, a nikt tego nie lubi. Oposy potrafią wejść do mieszkania i buszować w poszukiwaniu jedzenia.

Papugi – jest ich tu mnóstwo. W Sydney najpopularniejsze są Białe Kakadu, wielkie i inteligentne ptaki. Mam wrażenie, że jest ich nawet więcej niż gołębi bo częściej je widzę. W ogrodzie botanicznym obok opery można spotkać grupkę papug, które bardzo lubią ludzi z jedzeniem, kiedyś chodziłem tam je karmić. To co może wkurzać, to hałas jaki robią – są strasznie głośne, skrzeczą jak stare drzwi. Z innych papużek jakie zobaczymy w mieście to Lorikeety, kolorowe małe papużki, są równie przyjazne w stosunku do ludzi co Kakadu i również robią sporo hałasu.

Jednym z bardziej charakterystycznych ptaków jest Kookaburra, czyli ptak wydający dźwięk jak małpa(?). Najczęściej spotkamy go w mieście w okolicach parków, ponieważ ptaki te potrafią wykonywać niesamowite ataki na kiełbasę czy karkówkę ludzi odpoczywających przy grillu. Sam byłem świadkiem jak przedstawiciel tego gatunku lotem nurkowym wyciągnął kiełbasę z hot-doga znajomej 😀

Bocian Australijski albo bardziej oficjalnie Ibis Czarnopióry, to ptak którego spotkamy głównie przy śmietnikach czy restauracjach w Sydney. Wyglądem przypomina bociana, któremu ktoś czerwony kolor upierzenia zamienił na smolistą czerń.

Podsumowanie
Wyżej wymieniłem najbardziej popularne zwierzaki, które możemy spotkać czy to będąc na wakacjach w okolicy Sydney czy przylatując tu na dłużej. Oczywiście jest tego więcej, ale te są najczęściej spotykane, a resztę najlepiej odkrywać samemu. Z takich bardziej znanych czy też popularnych też w Polsce czy Europie znajdziemy: karaluchy, komary (ale mają słabszy jad), muchy, krowy, koniec, owce (co ciekawe są też w zoo), kury, pawie, gołębie, mewy, kruki i kawki (te wydają zupełnie inne dźwięki niż te Europejskie), psy, koty, lisy, jelenie, wielbłądy, etc. Część zwierząt została sprowadzona sztucznie np. wielbłądy, których jest pełno na północy Australii są efektem wykorzystywania ich do pracy przy budowie tras kolejowych a następnie wypuszczeniem na wolność. Warto poczytać jeszcze coś w sieci na temat flory i fauny Australijskiej, jest ona niezwykle bogata i barwna – a ten wpis najlepiej potraktować jako wstęp do świata niezwykłych zwierząt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *