Australijskie pieniądze świetnie
nadają się do prania.

 

Zaczynamy kolejny wpis tym razem o kosztach życia. Postaram się wytłumaczyć ten temat jak najprościej. Nie jestem w stanie podać dokładnych kosztów życia w innych miastach niż Sydney, ale z mojej wiedzy wynika że to właśnie to miejsce jest najdroższe. Żeby wyobrazić sobie mniej więcej jakie są ceny poza Sydney należy dodać lub odjąć od cen jakieś 5% kwoty.
Nie chcę też robić list z całym asortymentem produktów z marketu bo to nie ma sensu, dlatego że ceny te też ulegają zmianie a to poprzez promocje albo po prostu wzrost lub spadek wartości produktu na rynku. To spowoduje że lista będzie nieaktualna za pół roku.

 

Ceny mieszkań
Mieszkania w Sydney to temat rzeka, jeśli chcemy kupić jakieś np. w centrum to bez kilku milionów AUD nie mamy co tu nawet zaglądać. Zasada z kupnem czy wynajmem czegokolwiek jest prosta: im dalej od City (centrum miasta), tym cena niższa, lokalnie działa to tak: im dalej od stacji kolejki tym cena niższa. Tak więc jeśli chcemy tanio wynająć mieszkanie, ale bliżej centrum szukamy dzielnicy gdzie nie ma kolejki albo jest do niej daleko.

Ceny mieszkań najlepiej sprawdzić sobie u agentów (np. realestate.com.au) lub na gumtree. Np. za mieszkanie: 2 bedroom, 1 bathroom, 1 car space zapłacimy minimum 750 000 AUD (ale cena na pewno będzie większa, bo to jest cena aukcyjna). Dlaczego wymieniłem „zawartość” mieszkania, a nie jego metraż? Bo w Australii mieszkania kupuje się lub wynajmuje na ilość pokoi, łazienek, miejsc parkingowych, etc a nie metraż.
Tak jak pisałem wcześniej, im dalej od centrum tym taniej i np. w oddalonym o 60km miasteczku przed Blue Mountains – Penrith, za większe mieszkanie zapłacimy już około 500 000 AUD. W samych górach można już zgarnąć z taką kwotą normalny dom z ogródkiem i sporą działką.

Co do wynajmu. Podczas wynajmowania należy wpłacić tzw. bond czyli opłatę za ewentualne uszkodzenia lub mocną eksploatacje mieszkania. Zwykle jest równy opłacie 4 tygodni rentu i zwracany kiedy kończymy wynajem mieszkania (w całości lub pomniejszony o pokrycie ewentualnych strat). Rent to jest opłata za mieszkanie (np. co tydzień lub co dwa).

Jak to wygląda cenowo? Różnie. Czasem w centrum można znaleźć mieszkanie gdzie wynajmiemy pokój za 180AUD tygodniowo, ale warunki mogą być tragiczne (np. 4 typów w ciasnym pokoju). Dużo Azjatów mieszka właśnie w ten sposób co nie jest nawet legalne w Australii i rząd z tym jakoś walczy.

Ja mieszkam w domku w okolicy gdzie krzyżują się dwie linie kolejki kilka stacji od centrum, mam własny pokój z łazienką i schowkiem oraz miejsce parkingowe. Wszystko to udało mi się wyrwać za 270AUD tygodniowo, co jak na areę w jakiej mieszkam jest bardzo tanie. Czasem zdarzają się fajne okazje i można mieszkać blisko centrum albo blisko plaży za bardzo małe pieniądze.

Na początku przygody z Australią, popularne są mieszkania studenckie. Prowadzone są one przez agencję, która ma w posiadaniu kilka takowych i wynajmuje nam lokum od momentu postawienia stopy na terytorium kangurów. Zwykle warunki są dobre, nie najlepsze ale dobre. Dostajemy zakwaterowanie w pokoju dwuosobowym, mamy do dyspozycji całe mieszkanie (kuchnie, łazienki, pralnię, etc). Czasem jak się poszczęści możemy trafić na single room (pokój gdzie mieszkamy sami) lub jakiś większy storage room lub garaż. Jest to zdecydowanie dobra opcja na start, bo raz że tania (ceny mniej więcej od 140 do 240AUD) to jeszcze możemy poznać sporo fajnych ludzi z całego świata i inicjować mega imprezy 😉

Zwykle wynajmując mieszkanie nie musimy się martwić o nić innego tj. rachunki za internet czy prąd, bo są one wliczane w rent. Jedyna opcja kiedy sami zarządzamy swoimi rachunkami jest w przypadku kiedy chcemy wynająć domek/mieszkanie przez agencję. Wtedy to wygląda zupełnie inaczej i sami rozliczamy się z liczników, internetu etc.

Wracając do cen wynajmu mieszkania, najlepiej zajrzeć na stronę flatmates.com.au – jest to najpopularniejsza strona do szukania wolnych pokoi i wynajmu mieszkań. Tam najlepiej widać co ile kosztuje. Włączając tryb mapki mamy możliwość zaobserwowania jak zmieniają się ceny w zależności od dzielnicy.

 

Burger i sałatka

Ceny w lokalach gastronomicznych i na stacjach paliw
Sydney słynie z dużej ilości kawiarni niemal na każdym kroku. Każda z nich ma prawie ten sam repertuar dań i napojów w swojej ofercie z minimalną różnicą cenową, także można uznać iż wszędzie wszystko kosztuje podobnie. Żeby zjeść najbardziej podstawowe śniadanie np. kawę i beacon and egg, zapłacimy od 9AUD do 15AUD w zależności od lokalizacji lokalu i jego renomy. Generalnie kawa tu jest bardzo tania. Za bardzo dobrą kawę w wersji „regular” (czyli średnia, bo jest jeszcze mała, duża i czasem się zdarza jumbo czyli prawie wiadro :D), zapłacimy 3,50 AUD. Bardziej zmyślna kawa np. mrożona w wersji large (bo zwykle tylko takie sprzedają), to koszt około 5,50AUD – 8AUD.

Kanapka z kurczakiem i sałatą w zależności od lokalu będzie kosztować od 6 do 9AUD. Najtaniej zawsze jest u Azjatów, mają oni kanapki i kawę w zestawie za nawet 11AUD, a żarełko jest konkretne. Niektórzy prowadzą coś na wzór street food tj. szybkie żarcie już zapakowane w pudełko w cenię 2-5AUD za pudełeczko. W środku zwykle jest jakieś mięso np. kurczak terijaki z ryżem. Lubię to jeść, bo z racji dużej ilości klientów, jedzenie jest zawsze świeże i ciepłe. W takich lokalach można znaleźć też świeżo wyciskane soki, taki w wersji regular kosztuje około 5-6AUD.

W fast-foodach możemy zaopatrzyć się w burgera w cenie 13AUD (nie sieciowy, ale taki trochę z wyższej półki jakościowej) i frytki w cenie 3,50-5AUD za regular size. Tu muszę zaznaczyć, że regular size jest czasem nie do przejedzenia, a jeśli kupujemy u Azjaty, to dostaniemy prawie pudło frytek w podobnej cenie. Popularny też jest kebab, ale nie kupimy tutaj go w takiej formie jak w Polsce. W Australii dostępny jest tylko w wersji na cienkim cieście i to zwinięty razem z papierem do środka pity, tak więc za pierwszym razem się można zmęczyć jedząc. Taka atrakcja kosztuje około 10AUD za wersję z kurczakiem lub beefem, +1AUD za wersję z baraniną lub miks. Do tego w lokalu możemy zamówić też snack packa, czyli kebaba w pudełku: tona frytek na dnie, mięso na górze i dwa sosy do tego. Koszt takiego pudełka to około 12AUD.

McDonald, KFC i Hungy Jack (czyli Burger King) ma podobne ceny jeśli chodzi o jedzenie – w sensie, że zawsze idąc coś zjeść do w/w miejsca i biorąc zestaw, wydamy podobne pieniądze. Przejrzałem swoje konto bankowe i zwykle tam na jedzenie wydaje od 14 do 18AUD, czasem zdarza się wydać np. 24AUD ale nigdy powyżej. Zestawów jedzenia jest dużo więcej niż w Polskich odpowiednikach tych lokali i w skład takowego wchodzi zwykle burger, frytki i napój np. cola w wersji regular. Do wersji large napoju dopłacamy zwykle 0,95AUD. W KFC zestaw czasem może kosztować więcej np. 18AUD, ale dostajemy też 3 kawałki kurczaka i ziemniaczki z sosem. W Hungry Jacku możemy za to kupić wersję large napoju zwanego frozen coke w cenie 1AUD. Frozen coke to cola, fanta, lift, czy cokolwiek innego w konsystencji śniegu (?) lub zmielonego lodu. Bardzo dobra rzecz, idealna na lato 🙂

Degustacja wina w mojej ulubionej winnicy. W Hunter Valley winnice oferują jedne z najlepszych win świata w bardzo przystępnej cenie.

Mamy też Subwaya, gdzie kanapka kosztuje mniej więcej 10AUD (tu dużo zależy od dnia, a nawet lokalu bo mają często promocje i można coś wyrwać za mniejszą cenę).
Generalnie lokali gastronomicznych w Sydney jest sporo. Patrząc na moje wydatki nie przekroczyłem nigdy kwoty 28AUD za zjedzenie obiadu na mieście podczas pracy. Najwięcej ile wydałem, to ponad 600AUD w obracanej restauracji na szczycie Sydney Tower, ale to jest już restauracja z wyższej półki i jedna z droższych w mieście (chociaż żarcie mają świetne).

Wszystkie powyższe ceny są orientacyjne, ponieważ każdy lokal rządzi się swoimi prawami i ma swoje menu oraz ceny.

Na stacjach paliw oprócz produktów typu ładowarka, odświeżacz powietrza, czy paliwo znajdziemy też kawę i pączki (lub kanapki), a czasem Slurp, czyli napój podobny do frozen-coke. W zależności od stacji kawę dostaniemy w cenie od 1AUD do 3AUD za wersję regular. Na stacjach 7-11 kawa large kosztuje 2AUD, co moim zdaniem jest ciekawe, bo nie jest najgorsza. Tu też możemy przygarnąć Slurpa w cenie 1AUD. Pączki to już wyższa szkoła jazdy, bo ich cena zaczyna się zwykle od 3,80AUD, a czasem potrafią kosztować dużo więcej (ostatnio zakupiłem 3 kawy regular i 3 pączki i wyszło mi ponad 17AUD).

Ile kosztuje paliwo?
Cena się zmienia z dnia na dzień, ale od kilku miesięcy utrzymuje się na granicy 1,45AUD za litr benzyny 98, chociaż czasem cena tego paliwa potrafi wskoczyć za 1,66AUD. Reszta paliw jest tańsza od 98 o kilka centów na litrze. Tragedii nie ma, chociaż pamiętam, że jeszcze 3 lata temu można było paliwo 95 dostać za mniej niż 0,90AUD za litr.

 

Alkohol i papierosy
Zaczniemy od fajek, bo Australia to dobry kraj żeby je rzucić. Dlaczego? Po pierwsze, są słabe w smaku, a po drugie bardzo drogie. Za paczkę Marlboro zapłacimy około 30AUD. Za paczkę jakichkolwiek fajek, ale około 40 sztuk (nie pamiętam czy jest tam 40, czy 44) damy już ponad 40AUD. Biorąc pod uwagę tryb pracy na budowie, jedna paczka starcza maksymalnie na dwa dni. W tygodniu można spalić spokojnie około 120AUD. Żeby jeszcze bardziej dobić palaczy to napiszę, że ceny fajek raczej nie spadną a są szanse że wzrosną. Nie martwcie się jednak, są alternatywy w postaci e-papierosów (pojęcia nie mam ile to kosztuje) i własnoręcznych skrętów, które cenowo wychodzą jakieś 20% taniej niż palenie zwykłych fajek.

Alkohol za to trzyma się nie najgorzej i flaszkę 0,7L dobrej wódki kupimy już za około 36AUD. Coś z górnej półki jest do wzięcia czasem za 50AUD. Dobry rum może kosztować poniżej 30AUD, a za boks (4x6piw) dobrego browarka zapłacimy nawet 46AUD lub więcej. Do wyboru są też różne gotowe drinki, jakieś kolorowe alkohole i inne wynalazki w cenie od 3,50AUD do nawet 8-10AUD.

W Australii jest mały wybór piwka, ale nie przeszkadza to nawet dużym sklepom takim jak np. Dan Murphy’s ściągać je z zagranicy, dzięki czemu czasem w sklepie można kupić Polski browar w druzgocącej cenie około 7-9AUD za butelkę (Tyskie albo Żywiec).
W klubach z alkoholem jest tak jak wszędzie, czyli będzie droższy niż zwykle. Około 10AUD będzie kosztował nas zwykły Jack Daniels z lodem. Za piwko zapłacimy od 5AUD-8AUD za kufel, ale tak jak w każdym przypadku lokale mają swoje promocje. Np. w pubie, który jest niedaleko mnie mam wyrobioną kartę członkowską która uprawnia mnie do zniżki na piwo (nie wiem ile dokładnie :D).

Czasem w wybrane dni są organizowane promocje w klubach lub pubach i można dostać dzban piwa za 12AUD (co się opłaca, bo mamy z tego coś koło 2-3 kufli). Bardziej zmyślne drinki kosztują od 20AUD i więcej w zależności od lokalu, a czasem i dnia. Niektóre kluby aby zachęcić ludzi do wejścia dają voucher na darmowego drinka.

 

Ceny produktów spożywczych
W Sydney jest sporo różnych sieci sklepów, ale najpopularniejsze są trzy:

Aldi – taka trochę biedronka, najtańszy sklep gdzie oprócz jogurtu kupimy też klej do tapet czy leżak – w zależności od tygodnia.
Woolworths – droższy, ale ma więcej do zaoferowania niż Aldi (leżaka tu jednak próżno szukać)
Coles – coś pomiędzy w/w sklepami zarówno cenowo jak i pod względem asortymentu.

Nie wiem od czego zacząć, bo tego jest sporo i każdego pewnie interesuje inny produkt, ale poniżej lista z ostatnich zakupów jakie robiłem w sklepie sieci Woolworths:
Chipsy solone 175g – 2 AUD
Czekolada z orzechami – 3 AUD
Puszka Tuńczyka w różnych smakach x6 – 0,90AUD za sztukę
Zupka instant kurczak – 1,60 AUD
Salami w plasterkach 80g – 3 AUD
Jogurt truskawkowy 170g – 2.80 AUD
Sok pomarańczowo-ananasowy 2L – 2 AUD
Batoniki musli 12 sztuk – 5 AUD
Dżem wiśniowo-waniliowy 305g – 2,50 AUD
Bułki 6 sztuk – 3,50 AUD
Muffinki 4 sztuki – 3,50 AUD
Winogrono białe (4,90 AUD/1KG) – 4,17 AUD

Generalnie żywność nie jest droga. Jak ktoś do tego gotuje to za 50AUD tygodniowo da się przeżyć bez stosowania specjalnej diety opartej na słynnych płatkach czekoladowych. Przeznaczając 200AUD tygodniowo na jedzenie, moim zdaniem można żyć jak król (o ile się gotuje lub ma kogoś do tego). Trudno jest w tych sklepach znaleźć jakieś produkty, które kosztowałyby majątek w stosunku do ilości czy jakości. Ja znalazłem tylko jedną lodówkę, gdzie można było dostać salami „z górnej półki” w cenie 5AUD za 50g, co i tak było spoko ceną za jakość mięsa.

 

Czarne złoto Sydney

Komunikacja miejska i motoryzacja
Komunikacja miejska jest dość specyficzna. Nie kupujemy tu biletu jako takiego tylko kasujemy już wcześniej doładowaną kartę miejską (Opal card). Działa to tak: kupujemy w kiosku kartę miejską, idziemy do automatu i doładowujemy wybraną kwotą np. 20AUD, przed wejściem na stację czy po wejściu do autobusu „odbijamy” kartę na specjalnym czytniku, który rejestruje godzinę naszego wejścia do pojazdu. Podczas wychodzenia z pojazdu odbijamy kartę znów i wtedy z naszego konta potrącana jest odpowiednia suma. Kwota jaką zapłacimy zależy od wielu czynników np. jak daleko jedziemy, ile razy zmieniany był pojazd, w jakich godzinach odbył się przejazd, etc. Czasem można zapłacić za krótki odcinek około 4-5AUD, a czasem jest to 0AUD.

Do niedawna była promocja, która pozwalała jeździć transportem miejskim za darmo pod warunkiem, że zapłaciliśmy już za pełne 10 przejazdów. Był to ciekawy sposób, żeby pływać Ferry za darmo, które kosztuje około 12-20AUD za przejazd. Wystarczyło jechać autobusem i wysiadać na przystanku i wsiadać z powrotem za każdym razem odbijając kartę i tak kilka razy. Kiedy wskoczył 10 przejazd, wsiadałem na łódkę i miałem podróż po zatoce za free (#cebuladeals) 😉

Taksówki i Uber żyją tu w zgodzie, wszystko dlatego że obie te usługi kosztują tyle samo. Z mojego mieszkania na lotnisko zwykle płacę około 25AUD za przejazd Uberem. Ostatni powrót z lotniska do mieszkania taksówką kosztował mnie 21AUD. Cena niemal taka sama, więc nikt tu się z nikim nie bije. Plus jednak dla Ubera, bo jest zdecydowanie czyściej i nikt nie narzeka, że jadę tylko 3km 😉

Autostrady w Sydney też do tanich nie należą, co odbiło się drobnymi sprzeciwami społecznymi tym bardziej, że są one wiecznie zakorkowane. Wszystkie są płatne (wyjątkiem jest M5 i most, ale to zaraz), a do pobierania opłat służy e-toll – małe urządzenie które po przejechaniu bramki zjada nam kasę z konta. Koszt przejechania płatnym odcinkiem to mniej więcej 8AUD za jeden wjazd. Cena uległa już zmianie kilkukrotnie w ciągu ostatniego roku, a wszystko w ramach walki z korkami (taa…).

Co z M5? Autostrada jest płatna, ale dla mieszkańców zameldowanych w stanie NSW jest darmowa. System działa tak, że pobiera opłatę od klienta, po czym zwracają mu z powrotem na konto jeśli uzbiera się suma np. 80AUD. Jest tak po to, żeby móc ściągać opłaty z mieszkańców innych stanów. Jeśli o moście mowa, to jest on darmowy ale tylko w jedną stronę – kiedy chcemy przejechać na północną część miasta. W przeciwnym kierunku musimy zapłacić za przejazd lub wybrać alternatywną trasę dookoła przez inny most.

Mandaty w Sydney nie należą do tanich, patrząc na problem z miejscami parkingowymi, strażnicy miejscy nieźle mogą się obłowić. Za zaparkowanie samochodu na niedozwolonym miejscu (np. loading zone) możemy zgarnąć od 140-180AUD. Za przekroczenie prędkości o 10km/h w mieście z naszej kieszeni znika 250AUD i dostajemy 3 punkty karne. Jeśli samochód odmówi nam posłuszeństwa w tunelu to mamy duży problem bo kwoty mandatu wahają się od 500AUD do 2000AUD + koszta operacyjne (m.in. laweta).

Ceny samochodów w Australii – myślałem, żeby podać jakieś ale jest to totalnie bez sensu, bo każdy ma inne gusta i każdy może to sobie sprawdzić tutaj: Carsales. Na start zwykle wystarcza fura za około 3000AUD, ale to nie koniec opłat. Żeby prowadzić auto potrzebujemy: prawa jazdy (najlepiej mieć Australijskie), które kosztuje rocznie 56AUD. Do tego musimy opłacić przegląd samochodu – koszt 37,40AUD (opłata jest stała), ubezpieczenie – tu zależy od agencji i czasu na jaki chcemy ubezpieczenie oraz rodzaju, marki i rocznika auta – około 500-600AUD. Posiadając opłacone dokumenty możemy jeździć sobie spokojnie.
Przegląd auta (wymiana oleju, jakiś uszczelek i pierdół) to koszt w granicach 150-200AUD.

 

Tooheys New – jedno z sieciowych, ale dobrych piw Australijskich.

Elektronika
Jest stosunkowo tania w zestawieniu z zarobkami. Przykładowo, jeśli chcemy urządzić kuchnię w tani sposób to kupujemy: czajnik elektryczny za 20AUD, toster za 15AUD, maszynkę do ryżu za 20AUD, mikrofalówkę za 48AUD. Nie jest to jakościowo jakieś cudowne, ale działa. To nie jest jedyny asortyment dostępny w sklepach. Można kupić czajnik elektryczny nawet za 99AUD, a podane wyżej ceny to najtańsza elektronika, która jest bezpieczna i w oficjalnej sprzedaży.

Telewizor? Dla mało wymagających jest do kupienia za 99AUD, ale średnio wydaje się na ten sprzęt około 600AUD. Inne sprzęty
– Iphone 7+ 128GB – 1179AUD
– Xbox One X 1Tb – 649AUD
– Lodówka Beko – 369AUD
– Zmywarka Beko – 496AUD
– Ekspres do kawy Nespresso – 399AUD
– Titan Xp (seria Pascal) – 1950AUD
Tak czy inaczej słyszałem sporo opinii, że bardziej opłaca się sprowadzać część elektroniki z USA lub Europy. Nie do końca jest to prawda, bo kiedy kupiłem w Niemczech Titana Xp z wysyłką do Polski i z Polski do Australii, zapłaciłem za to wszystko około 2100 AUD. Jakieś dwa miesiące później Titan pojawił się w AU w cenie jaka jest powyżej. Tak więc interesu na tym nie zrobiłem, tyle że miałem kartę niemal zaraz po premierze.

 

Podatki
Niezależnie od tego na jakiej wizie jesteśmy, obowiązuje płacenie podatków. Można odroczyć ten ponury proces do momentu, aż nie będziemy chcieli bardziej ustatkować naszej sytuacji (np. przy zmianie z wizy studenckiej na sponsorowaną lub kiedy opuszczamy kraj). Tu wszystko zależy tak naprawdę od nas samych, bo można płacić podatki duże, ale możemy też je minimalizować. Wszystko zależy od tego jak działamy i czy mamy dużo kosztów (czyli kupujemy sporo materiału na swoją firmę).

Podatku oczywiście nie musimy płacić naraz. Australia umożliwia rozłożenie go na dogodne raty na czas nie dłuższy niż trwa nasza wiza. Oczywiście nasz przychód może być zbyt niski żeby go opodatkować lub bardzo wysoki (ponad 80 000AUD), wtedy od sumy którą przekroczyliśmy nabijany jest podatek 32%. Nie jest to tani biznes, ale do przełknięcia i jeśli od początku działamy z głową to można ten podatek zminimalizować.

To chyba wszystko jeśli chodzi o koszta życia. Jeśli będzie duże zapotrzebowanie na jakiś produkt i jego cenę to mogę się dowiedzieć. Większość cen można znaleźć w sieci i mogą być nawet bardziej dokładne czy zaktualizowane niż to co prezentuję w tym wpisie (np. ceny drinków w wybranych lokalach można znaleźć na oficjalnych stronach lokali). Należy też pamiętać, że Australia to kraj z wolnym rynkiem i ceny tu zmieniają się dynamicznie, w mniej lub bardziej odczuwalny sposób, ale to był jeden z powodów dla których nie chciałem podawać wartości co do centa – mija się to z celem.

Jeden komentarz

  1. Pingback: Życie codzienne w Sydney - Wietnam w Australii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *